Getin Noble Bank, koronawirus i... kryzys w kredytach samochodowych

Posted October 23, 2020

Z początkiem kwietnia tego roku media w całej Polsce obiegła krótka i zdawkowa informacja na temat wyników sprzedaży największych banków działających na terenie naszego kraju. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że niektóre z nich zanotowały ogromne straty. Takim bankiem był np. Getin Noble Bank, który wykazał je na poziomie pół miliarda złotych.

Oczywiście kryzys ten łatwo można powiązać z sytuacją pandemiczną na całym świecie. Ciekawostką jest jednak fakt, że jednym z głównych źródeł dochodów tegoż banku były... kredyty samochodowe. Czy to oznacza, że rynek tych, wydawałoby się niszowych, produktów finansowych również zaczął się kurczyć? Niewątpliwie tak. Niemniej zjawisko to wywołane zostało całą gamą różnyczh czynników gospodarczych.

Na początek przedsiębiorcy

Nie ukrywajmy – jednym z największych beneficjentów typowego kredytu samochodowego są przedsiębiorcy. Ten sposób finansowania inwestycji w firmowe auta jest bowiem bezpieczny i korzystny finansowo, chociażby z punktu widzenia corocznych rozliczeń z fiskusem i związanych z nimi odliczeń. Z kolei w obecnych czasach trudno oskarżyć ich o celowe sabotowanie rynku "samochodówek", skoro oni sami mają trudności w utrzymaniu stabilnej płynności finansowej. Bądźmy szczerzy – słynne już na cały kraj "tarcze" i możliwość czasowego (i darmowego) zawieszenia spłat nie są zbyt zachęcające dla osób, które nie wiedzą, czy ich biznes nie upadnie w przeciągu kilku najbliższych tygodni lub miesięcy. Poza tym wspomniane zawieszenie spłaty również jest swoistym kosztem dla banku, który w ten sposób zamraża część swojego kapitału na kontach Kredytobiorców.

Hipoteki to nie kredyty samochodowe

Owszem, po wielu tygodniach walki ze światowym kryzysem pandemicznym (i gospodarczym) mamy już pełniejszy obraz sytuacji na rynku kredytów samochodowych. Niemniej jeszcze kilka tygodni temu argumentowano, że kredytom samochodowym nie grozi zapaść, podobnie zresztą jak i analogicznym zobowiązaniom hipotecznym. Dziś już wiemy, że ów zastój w sprzedaży był spowodowany niczym innym, jak tylko pewną bezwładnością rynku. Czas sformalizowania kredytu samochodowego jest bowiem stosunkowo długi i dlatego jego przyznawalność była w pierwszych tygodniach pandemii stosunkowo wysoka. Mimo to należy pamiętać, że owa "bezwładność" samochodówek nie jest tak duża jak w przypadku kredytów hipotecznych. I właśnie dlatego z biegiem czasu można było zauważyć spory spadek na rynkach zobowiązań samochodowych, przy jednoczesnej w miarę stałej liczbie uruchomień hipotek.

Co to oznacza?

Powyższa sytuacja oznacza rzecz jasna tylko jedno – wzrost kosztów. Już teraz banki informują o spadkach oprocentowania rachunków oszczędnościowych, co przy realnej inflacji na produkty spożywcze (około 7 procent) staje się powoli absurdem. Nie jest też tajemnicą, że uzyskanie kredytu (w tym kredytu samochodowego) staje się o wiele trudniejsze. Co z tego, że stopy procentowe są stale zmniejszane, skoro odmrożenie gospodarki jest procesem zbyt powolnym, by mógł on wywołać gwałtowny rozruch na rynku. Obecna sytuacja może w dalszej perspektywie (po uwolnieniu stóp) doprowadzić do gwałtownego wzrostu kosztów, co również nie zachęca do inwestowania przewidujących i wciąż potencjalnych Kredytobiorców.

Podsumowanie

Mówiąc krótko – nie jest dobrze i niestety nie będzie też lepiej. Nie trzeba być zaawansowanym analitykiem finansowym, by zauważyć zmniejszające się zainteresowanie kredytami samochodowymi. Co więcej, obecna tendencja dotknie przede wszystkim banki samochodowe, które – w przeciwieństwie do typowych banków komercyjnych – nie są w stanie skompensować tych strat przychodami z innych obszarów dochodowych.